Strona główna

Podatek Tobina
[2008-12-28]

Czym jest tzw. podatek Tobina?

Jest to rodzaj podatku obrotowego od handlu walutami, którego nazwa pochodzi od nazwiska amerykańskiego ekonomisty, Jamesa Tobina, laureata nagrody Nobla, który jako pierwszy postulował jego wprowadzenie. Idea podatku pojawiła się w reakcji na rosnące gwałtownie obroty handlu na rynku walutowym, co było m. in. konsekwencją uwolnienia w latach 70-tych ubiegłego wieku sztywnych kursów walut. Do tego czasu, jak przypomina inny amerykański ekonomista, Lester Thurow, „transakcje rządowe były w zasadzie jedynymi istotniejszymi przepływami kapitałowymi, które mogły określać wartość walut”. Zniesienie licznych wcześniej regulacji prawnych dotyczących przepływów kapitałowych stworzyło korzystne warunki do spekulacji, zwłaszcza na kursach walut, gdzie nawet niewielkie odchylenia kursu, mogą oznaczać krociowe zyski dla firm i osób uczestniczących w tym swoistym procederze handlu wartością pieniądza na ogromną skalę. Prowadzi on zarazem do tego, że ustalanie wartości walut przestaje mieć związek z realiami gospodarczymi, generując poważne kryzysy monetarne. Podatek Tobina ma temu zapobiec, a jednocześnie uzyskane z niego wpływy mają przynajmniej w jakimś stopniu niwelować drastyczne różnice między krajami najbardziej i najmniej rozwiniętymi wynikające z nierównomiernego rozwoju gospodarczego. Różnice te są w dużym stopniu następstwem właśnie deregulacji i ograniczania kontroli rządów nad poczynaniami sektora finansowego, który w dążeniu do krótkoterminowych zysków ignoruje rzeczywiste potrzeby realnej gospodarki.


Kto miałby go egzekwować i na co szły zebrane pieniądze? Co jego wprowadzenie oznaczałoby dla zwykłych ludzi (i w krajach pierwszego i trzeciego świata)?

Środki z egzekwowania podatku zbierane byłyby przez banki centralne i przelewane na specjalny fundusz. Biorąc pod uwagę fakt, że miałyby one służyć celom międzynarodowym, społecznym i rozwojowym, najrozsądniejszym byłoby przekazywanie ich organizacji zarządzanej i nadzorowanej przez ONZ. Mógłby zostać utworzony nowy organ ONZ, względnie można by poszerzyć kompetencje któregoś z już istniejących, zgodnie z ustaleniami podjętymi przez państwa decydujące się na jego stosowanie. Na tym podatku zyskaliby zarówno obywatele krajów trzeciego świata jak też i krajów rozwiniętych, gdyż znalazłyby się wtedy środki na sfinansowanie potrzeb milionów ludzi w zakresie wyżywienia, opieki medycznej oraz edukacji. Co równie istotne, podatek ten zdecydowanie ograniczałby niepożądaną spekulację, która niszczy gospodarkę.


Kto ustalałby jego wysokość?

W Europie mógłby to robić Parlament UE. Proponujemy wprowadzenie dwu-progowego podatku. W normalnych warunkach wynosiłby on kilka setnych jednego procenta, generując oczekiwane środki powyżej 50 miliardów dolarów rocznie. Pozwoliłoby to na podwojenie wydatków na międzynarodowy rozwój. Taka wysokość podatku nie miałaby wpływu na długofalowe inwestycje i płynność handlu.
W szczególnych przypadkach (kiedy określona waluta byłaby atakowana) podatek byłby znacznie zwiększany (zgodnie z instrukcjami centralnego banku państwa, którego waluta jest atakowana) do poziomu, na którym dalsze spekulowanie walutą stawałoby się nieopłacalne.


Jaką rolę w tym wszystkim odegrałoby państwo narodowe, a jaką instytucje międzynarodowe (np. Unia Europejska)?

Tę kwestię powinny uregulować międzynarodowe umowy. Ich przyjęcie nie powinno przysparzać większych trudności. Jest to kwestia właściwie techniczno-proceduralna odnosząca się głównie do określenia kompetencji i nic nie wskazuje na to, by mogła być przedmiotem jakichś szczególnych kontrowersji. Najważniejsza pozostaje wola wprowadzenia podatku.


Jakie instytucje należałoby powołać, by wprowadzić podatek Tobina?

Do wprowadzenia podatku Tobina nie jest potrzebne powoływanie żadnej instytucji, gdyż środki te byłyby zbierane przez banki centralne. Co innego w przypadku samego podziału środków- tutaj potrzebne jest powołanie organu, działającego pod auspicjami ONZ.

Podatek Tobina został zaproponowany w latach 70. od tego czasu wiele się zmieniło. na ile należałoby zmienić pierwotną koncepcję, by dostosować ją do czasów współczesnych?

Tak, rzeczywiście wiele się zmieniło od początku lat 70-tych. Pierwotna propozycja mówiła o globalnym podatku na transakcje międzywalutowe w wysokości 1%. Propozycja ta została wysunięta, gdyż rynki finansowe stawały się coraz bardziej rozregulowane, a rządy i państwa coraz bardziej bezsilne w kontrolowaniu gospodarki przy użyciu tradycyjnych narzędzi fiskalnych i monetarnych. Główną intencją podatku było odzyskanie kontroli nad gospodarką przez rządy poszczególnych państw.

Podatek Tobina wyewoluował ze swojej oryginalnej koncepcji z kilku powodów.

Po pierwsze, rynek walutowy jest 70 razy większy niż w czasach, kiedy Tobin przedstawiał swoją ideę. W latach 70’tych obrót gotówkowy wynosił 18 miliardów dolarów dziennie, pod koniec lat 90-tych wartość ta wzrosła do 1,2 biliona $ dziennie. Oczywiście, przeciętnie, bo zdarzają się dni kiedy obroty te są znacznie wyższe. Co najmniej 50-krotnie (!) przekraczają one łączną roczną sumę wydatków ludzkości na dobra i usługi. To monstrualna bańka spekulacyjna, która właśnie zaczyna pryskać.

Rynek transakcji walutowych stał się najbardziej dochodowym rynkiem na świecie, a idea, że nawet bardzo niewielki podatek wygenerowałby olbrzymie sumy pieniędzy, które mogłyby pomóc potrzebującym wydawała się coraz bardziej sensowna.

Po drugie, obecnie proponowana wysokość podatku jest znacznie niższa od pierwotnej propozycji - przyjmuje się, że aby osiągnąć cele przyjmowane wystarczyłoby zaledwie 0,05 % .

Po trzecie, politycy są zbyt zależni od sektora finansowego, by w ogóle zastanawiać się nad podatkiem, który znacząco zredukowałby machinacje dokonywane na rynku walutowym, toteż rozsądne jest proponowanie takiego poziomu opodatkowania, który jest możliwy dla nich do zaakceptowania - czyli o wiele niższego niż zakładał James Tobin.

Po czwarte, dwu-progowy podatek od transakcji walutowych jest szeroko akceptowanym pomysłem na metodę zapobiegania przyszłym kryzysom walutowym.


Jakie zagrożenia dla zwykłych ludzi płyną ze spekulacyjnych transakcji walutowych?

Największym zagrożeniem spekulacji walutowych jest wystąpienie poważnych kryzysów finansowych, które pociągają za sobą bardzo duże koszty społeczne.
Oszacowano, że na skutek kryzysu azjatyckiego pracę w tym regionie straciło około 20 milionów ludzi. Do tego można jeszcze doliczyć duży spadek dochodów, redukcja płac, wzrost cen dóbr podstawowych, oraz ograniczenie wydatków na usługi publiczne. Występujące kryzysy najbardziej odczuwają kobiety, dzieci i osoby starsze.

Często przestają funkcjonować szkoły. Pojawiają się kłopoty z zaopatrzeniem w żywność. Następuje wzrost niedożywienia i umieralności niemowląt. Wzrasta poziom przestępczości, przemocy i prostytucji (z prostytucją dziecięcą włącznie).

Większość kryzysów gospodarczych ostatnich dziesięciu lat zostało spowodowanych i zintensyfikowanych przez spekulacje na rynkach walutowych. Działalność spekulacyjna doprowadzała do rozprzestrzenienia się lokalnych wahań i niepokojów na główne rynki finansowe. Krajami najbardziej dotkniętymi przez takie wydarzenia były Meksyk (1994), Południowo-Wschodnia Azja (1997), Tajlandia, Indonezja, Południowa Korea, Rosja (1998), Południowa Afryka (1998, 2001), Argentyna (2000), Turcja (2001), Brazylia (1999, 2002). Działalność spekulacyjna, prowadząca do gwałtownych spadków wartości pieniądza, spowodowała szerokie rozprzestrzenienie się biedy.

Na ile mielibyśmy kontrolę nad tym, na co idą pieniądze z podatku Tobina?

Jak już wspomnieliśmy, kontrolą podziału środków pochodzących z wprowadzenia tego podatku mogłaby się zająć odpowiednia agenda ONZ - np. UNDP. Ważne jest ustalenie jasnych, przejrzystych kryteriów, według których odbywałaby się dystrybucja tych środków. Sprawa ta była już niejednokrotnie omawiana, głównie przez organizacje pozarządowe, istnieją konkretne projekty.


Na ile podatek Tobina pozwala na demokratyczną kontrolę nad gospodarką? Czy to wystarczy? Co jeszcze należałoby zmienić / wprowadzić?

Podatek Tobina jest jednym z najważniejszych instrumentów pozwalających przywrócić demokratyczną kontrolę nad działalnością rynków finansowych. Nie może on być jednak traktowany jako swoiste panaceum. Powinno mu towarzyszyć wprowadzenie wielu innych rozwiązań, takich jak:

· Likwidacja centrów finansowych typu off shore i rajów podatkowych (tax havens) – chodzi tu o zwykle o te same kraje, w większości karłowate państewka bądź regiony eksterytorialne, których ustawodawstwo umożliwia zakładanie firm (niejednokrotnie fikcyjnych), których działalność pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą. Żeby zlikwidować te enklawy przestępczości gospodarczej trzeba w gruncie rzeczy bardzo niewiele - wystarczy w pozostałych krajach zakazać działalności firm zarejestrowanych na tych terytoriach. Na razie mamy tak dziwne sytuacje, jak ta, że przedstawiciele rządu Niemiec za pośrednictwem swoich służb muszą przekupują byłego urzędnika bankowego w Księstwie Liechtenstein, żeby ustalić jak wielkie sumy – wbrew niemieckiemu prawu – zostały wytransferowane do tego ksiąstewka. Liechtenstein pozwala wielu Niemcom bezpieczne „zaparkować” pieniądze poza zasięgiem rodzimego fiskusa. Niekonwencjonalne metody, po jakie sięgnął rzad niemiecki umożliwiły wszczęcie setek postępowań, a szef niemieckiej poczty musiał podać się do dymisji. Sprawa ta ilustruje jednak zarazem bezradność rządów wobec zjawiska rajów podatkowych. A jego wyeliminowanie wcale nie jest trudne – wystarczy wola polityczna i odpowiednie ujednolicenie norm prawa międzynarodowego. Można to zrobić bardzo szybko.

· Zakaz stosowania niektórych narzędzi tzw. inżynierii finansowej. Chodzi głównie o wyrafinowane instrumenty pochodne umożliwiające zawieranie kontraktów krótkoterminowych (np. strukturyzowane obligacje zabezpieczane długiem – CDS). To one są jedną z najważniejszych przyczyn obecnego kryzysu (choć może nawet należałoby tu mówić o krachu), który grozi światu długotrwałą recesją.

· Ustalenie nowych zasad odnoszących się do tzw. tajemnicy bankowej – bez przejrzystości w tym zakresie jakakolwiek kontrola pozostanie fikcją.

· Przyjęcie nowych i przywrócenie wielu poprzednio obowiązujących regulacji, umożliwiających rządom państw ingerencję w nieodpowiedzialne poczynania sektora finansowego, zwłaszcza bankowości inwestycyjnej. Nawet kontrola ze strony nadzoru bankowego pozostaje bowiem często iluzoryczna. Jeden tylko przykład z naszego podwórka. Zagraniczne banki działające w Polsce bez trudu omijają polskie prawo i zamiast bezpośrednio transferować do swoich central gotówkę, czego nie wolno im w świetle obowiązujących przepisów robić, czynią to za pomocą swapów i lokat w centralach zagranicznych. Wartość tych lokat w okresie, gdy kryzys przybrał na sile (od schyłku lata b.r.) szacuje się na co najmniej kilkanaście miliardów złotych.


Ludzie często pytają dlaczego przedstawiciele tzw. „świata finansów” są w stanie tak dalece destabilizować realną gospodarkę? Dlaczego bez opamiętania spekulują walutami? Odpowiedź jest prosta. Robią to dlatego, że im na to pozwalamy. Najwyższa pora ich powstrzymać.





ATTAC Polska

powrót

Aktualności
- Strona główna
- Wiadomości Attac
- Inne działania

Attac
- Publicystyka
- Przesłania
- Attac w mediach
- Nasze media
- Książki
- Filmy
- Katalog stron
- Inne linki

Polskie Forum Społeczne
- Deklaracja PFS z podpisami
- Wiadomości PFS

Dokumenty
- Dokumenty programowe
- Uchwały, komunikaty
- Oświadczenia
- Finanse
- Konto Attac

Struktura
- Kontakt
- Zarząd

Other languages
- English
- French
- Deutsch

FAQ
- Czy wiesz, że...
- Nasze cele

Copyleft 2004 Stowarzyszenie ATTAC Polska, e-mail: info@attac.org.pl, http://attac.org.pl