Strona główna

Kobiety w ustroju demokratycznym
[2009-03-07]



Czy demokracja sprzyja kobietom? Pytanie może wydawać się wręcz głupie, ale gdy popatrzy się na sytuację kobiet w Polsce po 1989 roku, można mieć poważne wątpliwości, czy demokracja wyszła, jak dotąd, kobietom na zdrowie. Kobiety straciły nawet część dotychczasowych praw, jak prawo do aborcji, przegrywają z mężczyznami wyścig na rynku pracy, a ich praca domowa nie tylko nie jest doceniana, ale odbiera im możliwość otrzymania emerytury i godnego życia na starość.

W 1918 roku Polska należała do nielicznych państw w Europie, które nadały kobietom bierne i czynne prawo wyborcze. W okresie międzywojennym Tadeusz Boy-Żeleński walczył o prawo kobiet do legalnej aborcji. Tadeusz Boy-Żeleński, pisząc na ten temat zjadliwe teksty, nie obawiał się, że jakiś kościelny dostojnik popatrzy na niego krzywym okiem. Był człowiekiem o niezależnych poglądach. Czy w dobie dzisiejszej mamy w Polsce wielu takich publicystów? Obawiam się, że brak niezależnego myślenia i odwagi w głoszeniu poglądów, dalekich od przyjętego kanonu, ciąży zarówno na sytuacji kobiet, jak i wielu innych dziedzinach naszego życia społecznego i gospodarczego.

Odnoszę wrażenie, że kobiety od lat są w Polsce grupą, którą manipuluje się na różne sposoby, którym przydziela się różne role, nie pytając ich o zdanie. Przypomnę tu socrealistyczny ideał kobiety, którą wsadzono na traktor, zapędzono do pracy na budowie, kazano jej wyrabiać normę w przemyśle ciężkim i pracować ponad siły na nocnych zmianach. Tak miała wyglądać równość w okresie PRL, co nie zmienia faktu, że kobiety nie były w tym czasie w złej sytuacji, biorąc pod uwagę powszechną dostępność pracy, nieźle rozwiniętą sieć przedszkoli i żłobków, stołówki pracownicze, wczasy pracownicze czy wreszcie prawo do aborcji. Pracodawcy nie byli wprawdzie zachwyceni, że kobiety chodzą na urlopy macierzyńskie, ale też kobiet nie zwalniano z pracy dlatego, że rodzą dzieci, jak bywa to obecnie. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że dominacja mężczyzn w ustroju PRL była bardzo wyraźna. Kobiety sadzano w ramach równości na traktory, ale to głównie mężczyźni byli dyrektorami, funkcjonariuszami partyjnymi, obejmowali najwyższe i najbardziej intratne stanowiska. Kobietom pozostawiano mniej atrakcyjne role nauczyciele, pielęgniarek, sprzedawczyń czy sprzątaczek. W tych zawodach prawie nie widziało się mężczyzn i tak jest zresztą do dzisiaj. Już wtedy widać było wyraźnie, że mężczyźni uciekają od gorzej płatnych zawodów, a tę lukę wypełniają kobiety.

Wprowadzenie demokracji w Polsce nie poprawiło losu kobiet, a wielu przypadkach ją pogorszyło. Na dodatek znów, bez pytania, czy kobietom się to podoba, przypisano im nowe role. Aby poznać, jak nowa demokracja postrzega rolę kobiety w społeczeństwie, wystarczy pooglądać reklamy. Te nowe role można sprowadzić do trzech słów: mamuśka, pielęgniarka, obiekt seksualny. Polska kobieta w reklamach głównie pierze, a nieskazitelnie czyste ubrania bez plam sprawiają jej ekstatyczną przyjemność, tylko ona zajmuje się dziećmi, a mężczyźni wydają się w ogóle nie brać w tym udziału. Kobieta odkrywa też coraz to nowe leki i poleca je mężczyznom lub masuje im plecy w środku przyjęcia. Inna odmiana kobiety, to ta, która nie myśli o niczym innym, jak o błyszczących włosach, nieskazitelnej skórze i perfekcyjnej sylwetce. We wszystkich przypadkach jest to osoba pozbawiona rozumu, bez szerszych horyzontów i ambicji. Można powiedzieć, że reklamy są tylko krzywym zwierciadłem społeczeństwa, ale jednak zwierciadłem, bo inaczej nie miałyby żadnej siły oddziaływania, co przecież nie jest celem ich twórców.

Polskie ustawodawstwo nie sprzyja kobietom, a jeszcze mniej sprzyja im społeczna praktyka. Najbardziej jaskrawego przykładu dostarcza ustawa aborcyjna, należąca do najbardziej restrykcyjnych w Europie, a nawet na świecie. Przypomnę, że w 1956 roku w Polsce zalegalizowano zabiegi przerywania ciąży zarówno ze względów medycznych, jak i społecznych. Zabiegi dokonywane były nieodpłatnie na oddziałach ginekologicznych. Z drugiej strony dokonywanie aborcji stało się wówczas tak powszechne, że w wielu przypadkach zastępowało kobietom antykoncepcję. Po zmianie ustroju polskie prawodawstwo poszło w całkiem innym kierunku i zamiast zasady „złotego środka”, zastosowało tę „od ściany do ściany”. Jak powszechnie wiadomo, nowa ustawa antyaborcyjna powstała pod wpływem środowisk, związanych z Kościołem i faktycznie odebrała polskim kobietom prawo do dysponowania własnym ciałem i decydowania o własnym losie. Tak więc nawet niewierzące kobiety muszą poddać się prawu, które ma więcej wspólnego z zasadami religii, niż obecną wiedzą z dziedziny rozwoju zarodka. Tak restrykcyjną ustawę o przerywaniu ciąży ma w Europie tylko Irlandia oraz malutkie kraje, jak Malta, Monako, Andora, Liechtenstein. Na dodatek polska policja okazała się niezwykle gorliwa w tropieniu przypadków nielegalnej aborcji i na początku 2000 roku odnotowano nawet przypadki nachodzenia gabinetów ginekologicznych, co w efekcie zakończyło się skargą do Rzecznika Praw Obywatelskich. Kolejnym bulwersującym zjawiskiem, związanym z tą ustawą, jest porzucanie noworodków na śmietnikach, dzieciobójstwo, jak również nielegalne podziemie aborcyjne. Można więc powiedzieć, że jest to ustawa kryminogenna, czego nie ma odwagi powiedzieć żaden z polityków, nawet lewicowych. Równocześnie ustawa antyaborcyjna odbiera kobiecie prawo bycia dorosłym człowiekiem, który sam decyduje o tym, co jest dobre, a co złe, rozważa to we własnym sumieniu i ponosi konsekwencje swoich decyzji.

Kobiety, choć lepiej wykształcone od mężczyzn, bo ze statystyk wynika, że więcej z nich zdaje maturę, kończy studia wyższe i szkoły policealne, zdecydowanie przegrywają w polskiej demokracji na rynku pracy. To je w większym stopniu dotyka bezrobocie. Pensje kobiet są Polsce niższe, niż pensje mężczyzn. Z badań, przeprowadzonych w 2002 roku, wynika, że średnio zarabiały one o 400 złotych mniej, niż mężczyźni. Nawet w przypadku parlamentarzystów i wyższych urzędników państwowych, średnia płaca kobiet wynosiła około 72 procent zarobków mężczyzn. Warto też dodać, że młode kobiety boją się rodzić dzieci, by nie narazić się na wyrzucenie z pracy. Kobiety w Polsce są nie tylko gorzej opłacane, ale to one są głównie ofiarami molestowania seksualnego w miejscu pracy. Problem ten nie został w pełni rozpoznany, bo kobiety często wstydzą się o tym mówić lub nie znają w pełni swoich praw.

Nasz katolicki kraj, w którym ponoć ceni się wysoko walory rodzinne, w żaden sposób nie wynagradza pracy kobiety w domu. We Francji, jeśli kobieta urodziła przynajmniej trójkę dzieci i nie podejmuje pracy zawodowej, ale poświęca się ich wychowaniu, państwo płaci jej nie tylko wysoki zasiłek rodzinny, ale także składki emerytalne. A w Polsce? Polska kobieta w analogicznej sytuacji nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, nie może założyć konta w banku, a na starość z braku wypracowanej emerytury umiera z głodu lub tuła się po litościwych krewnych. Kobieta niepracująca jest traktowana w naszym kraju jako byt podrzędny, a jej status społeczny należy do najniższych w społeczeństwie.

Osobnym tematem jest udział polskich kobiet w polityce. W Polsce zaczyna się dopiero nieśmiało wspominać o wprowadzeniu parytetu płci na listach wyborczych. Tymczasem takie parytety wprowadzano w Europie Zachodniej już w latach 70, przede wszystkim w krajach skandynawskich, w czym prekursorem były ugrupowania lewicowe i Zieloni. Za krajami skandynawskimi podobną praktykę zastosowali Niemcy, a w ostatnim czasie Anglicy. W latach 80., gdy we Francji rządzili socjaliści, stosowanie parytetu płci na listach wyborczych wszystkich partii zapisano w ustawie. Polska demokracja jest więc pod tym względem mocna zapóźniona, a kobiety – jak się wydaje – nie są traktowane zbyt serio, choć nie brakuje ich na ławach sejmowych. Nic dziwnego, jeśli niektóre posłanki prezentują ciuchy na wybiegach, a inne biorą udział w rankingu na najładniejszą parlamentarzystkę i z całą powagą udzielają w telewizji wywiadów. Wydaje mi się, że w starych zachodnich demokracjach coś takiego nie byłoby do pomyślenia.

Gdy na Zachodzie powstawały silne ruchy feministyczne, myśmy mieli koła gospodyń wiejskich i Ligę Kobiet. Gospodynie przynajmniej czasem coś upiekły, natomiast o Lidze Kobiet, będącej na usługach PZPR, niewiele da się powiedzieć. Inaczej mówiąc Polki nie nauczyły się walczyć o swoje prawa i słabość tę przeniosły do nowego ustroju demokratycznego. Ugrupowania feministyczne są w Polsce słabe i może poza kilkoma kobietami, których głos jest słyszalny w mediach, nie mają żadnego wpływu na politykę, również partii lewicowych. W Polsce nadal się patrzy na feminizm z przymrużeniem oka i źle to świadczy o naszym społeczeństwie. Niestety, Polki rzadko angażują się w różne ruchy społeczne, czego dowodem jest chociażby reprezentowane przeze mnie stowarzyszenie, w którym przewagę stanowią mężczyźni i to oni są w nim najbardziej aktywni. Polki muszą się wreszcie obudzić, bo nikt nie wywalczy za nie ich praw. Jest takie mądre powiedzenie, że każdy ma tyle wolności, ile sam sobie weźmie. Parafrazując, można to odnieść do praw kobiet.


Ewa Ziółkowska


Odczyt wygłoszony w Pińczowie, 7 marca 2009, podczas spotkania inauguracyjnego Klubu Dyskusyjnego Lewicy pod patronatem "Przeglądu Socjalistycznego".

powrót

Aktualności
- Strona główna
- Wiadomości Attac
- Inne działania

Attac
- Publicystyka
- Przesłania
- Attac w mediach
- Nasze media
- Książki
- Filmy
- Katalog stron
- Inne linki

Polskie Forum Społeczne
- Deklaracja PFS z podpisami
- Wiadomości PFS

Dokumenty
- Dokumenty programowe
- Uchwały, komunikaty
- Oświadczenia
- Finanse
- Konto Attac

Struktura
- Kontakt
- Zarząd

Other languages
- English
- French
- Deutsch

FAQ
- Czy wiesz, że...
- Nasze cele

Copyleft 2004 Stowarzyszenie ATTAC Polska, e-mail: info@attac.org.pl, http://attac.org.pl