Strona główna

Problem łamania praw pracowniczych w związkach zawodowych i alternatywnych klubach
[2009-11-03]

Ponad dwa lata temu stowarzyszenie Attac zerwało współpracę z KPIORP, organizacją, która miała w założeniu służyć obronie praw pracowniczych.

Powody opisano w oświadczeniu z dnia 28 lipca 2007 roku:

...Można wymienić i inne powody niewchodzenia przez Attac w podejrzane sojusze. Jednym jest fakt, iż w finansowanym przez WZZ „Sierpień 80” piśmie „Trybuna Robotnicza” pracownicy zatrudniani mieli być „na czarno”, bez umów o pracę, a redaktorzy współpracujący nie dostają zapłaty za wydrukowane w tym tygodniku artykuły. Jak więc mamy obdarzać zaufaniem organizacje, które „walcząc o prawa pracownicze”, same bez skrępowania je mogą łamać... tutaj

Po tej publikacji na jej autorów spadła lawina pomówień, oskarżeń, kłamstw i zniesławień ze strony tych, których zdemaskowano. Nagonka trwa zresztą do dziś, choć mało kto nabiera się już na kłamstwa atakujących.

Co ważne, pojawiają się kolejne fakty na temat łamania praw pracowniczych przez to samo środowisko, o czym można przeczytać w artykule nadesłanym do naszej redakcji oraz w publikacji Centrum Informacji Anarchistycznej:

Szef związku zawodowego ukarany za łamanie praw pracowniczych


W piątek, 16 października 2009 r. przed sądem w Katowicach odbyła się rozprawa o bezprawne zwolnienie z pracy dwojga byłych już pracowników związku zawodowego "Sierpień 80". Sąd orzekł, że związek "Sierpień 80" dopuścił się rażącego złamania praw pracowniczych i przyznał pracownikom odszkodowania.

- Sprawa była ewidentna: złamano elementarne zasady wypowiadania umów o pracę. Chociaż pracodawca, szef związku Bogusław Ziętek, w pismach które otrzymywaliśmy za pośrednictwem sądu, straszył nas sądowymi kosztami, zdecydowaliśmy się walczyć o sprawiedliwość. - informuje jeden z poszkodowanych.

- Prawo pracy dawało nam dwie możliwości: albo żądać odszkodowania, albo przywrócenia do pracy. Wybraliśmy pierwszą opcję, choć druga byłaby może bardziej korzystna. Otrzymałbym wynagrodzenie za cały okres pozostawania bez pracy i musiałbym zostać do niej przywrócony. - ocenia.

Pozwany, przewodniczący "Sierpnia 80", najpierw zażądał oddalenia pozwów twierdząc, że poszkodowani pracownicy za późno przesłali je do sądu. Okazało się jednak, że oboje pracownicy dochowali kodeksowych terminów. Ani Bogusław Ziętek, ani reprezentujący go adwokat na rozprawie się nie pojawili. Ziętek przysłał jedynie pismo, w którym ustanowił adwokata swoim pełnomocnikiem i zażądał obciążenia skrzywdzonych przez siebie pracowników kosztami zastępstwa procesowego.

Poszkodowany pracownik opowiada: - Robiłem w tej firmie dosłownie wszystko: składałem dwie gazety, projektowałem plakaty, ulotki i inne materiały promocyjne dla związku i Polskiej Partii Pracy (sic!), której pracodawca też przewodniczył. Stworzyłem jego portale internetowe i nimi administrowałem. Pod patronatem tygodnika prowadziłem kluby dyskusyjne. Pisałem teksty i pełniłem obowiązki zastępcy redaktora naczelnego - wylicza. - I nagle, bez żadnego uprzedzenia, w czerwcu odebrałem wypowiedzenie umowy o pracę, w dodatku bez żadnego uzasadnienia. Byłem zszokowany takim zachowaniem pracodawcy - dodaje z goryczą.

CZEKAJĄ WAS ZWOLNIENIA...

"Czeka was podobny los do ludzi, którzy tu protestują: zwolnienia, zamrożenia, a nawet obniżki płac, śmieciowe umowy o pracę. A wszystko dlatego, że właściciele dbają tylko o swoje zyski. Niedługo być może spotkamy się razem na protestach " tak Bogusław Ziętek, przewodniczący "Sierpnia 80", mówił do dziennikarzy, relacjonujących demonstrację, która odbyła się 24 lutego w Katowicach." (Dariusz Zalega, "Dziennikarze na bruk", "Trybuna Robotnicza" z 5 marca 2009). Słowa te okazały się prorocze - trzy miesiące później Bogusław Ziętek zwolnił dwoje dziennikarzy zatrudnionych w "Sierpniu 80".

- Nie miałem najmniejszej ochoty wracać do tej pracy po tym jak zostaliśmy potraktowani. Nie chciałbym już mieć nic wspólnego z tym człowiekiem. Chciałem już tylko naprawienia moich szkód. - mówi pracownik. Sąd nie miał żadnych wątpliwości w uznaniu związku "Sierpień 80" winnym łamania praw pracowniczych. Poszkodowanym przyznał maksymalne możliwe w tej sprawie odszkodowania, a wyrokowi nadał klauzulę natychmiastowej wykonalności (co oznacza, że wyrok nadaje się do egzekucji od chwili jego ogłoszenia, nawet przed uprawomocnieniem). Wszelkimi kosztami sąd obciążył natomiast stronę pozwaną.

- Byliśmy bardzo zaangażowani w sprawę obrony praw pracowniczych, dlatego zdecydowaliśmy się działać w związku zawodowym za mniejsze pieniądze niż te, które zarabialiśmy w naszych zawodach - podkreśla druga z poszkodowanych. - Mieliśmy poczucie misji, chęć niesienia pomocy pracownikom, których prawa są łamane, bo przecież to jest zadaniem związków zawodowych. Nigdy w życiu nie podejrzewalibyśmy, że związek zawodowy mógłby złamać nasze prawa pracownicze! Przecież to bezprecedensowa i absurdalna sytuacja! - ocenia.

ZWIĄZKOWIEC NA BAKIER Z PRAWEM PRACY

W uzasadnieniu wyroku sąd uznał za okoliczność obciążającą fakt, że pracodawcą był związek zawodowy, którego statutowym obowiązkiem jest obrona praw pracowniczych, a nie ich łamanie. Bardzo negatywnie sąd ocenił fakt nie tylko dodatkowej bezprawności wypowiedzenia umowy o pracę pracowniczce, która w tym czasie przebywała na zwolnieniu lekarskim w Centrum Onkologii, gdzie walczyła z rakiem, ale również jednoznaczny moralnie wydźwięk tego faktu.

"- Na żadne zmiany kosztem pracownika naszej zgody nie będzie. Jesteśmy gotowi walczyć. Tak każe historia i tak każe przyzwoitość " mówi szef Komisji Krajowej związku, Bogusław Ziętek. (Patryk Kosela, "Dwa kodeksy, jeden gniot", TR z 30 października 2008). Jaką i czyją przyzwoitość przewodniczący Ziętek miał na myśli?

- Na początku mieliśmy wiele wątpliwości. Akolici przewodniczącego Ziętka mówili nam, że występujemy przeciwko związkowi zawodowemu i szkodzimy ruchowi pracowniczemu. Nie chcieliśmy tego i do ostatniej chwili mieliśmy mnóstwo skrupułów - wyjaśniają pracownicy. - Kiedy jednak okazało się, że przewodniczący Ziętek nie raczył się z nami skontaktować i chociażby w ten sposób wyjaśnić powody swojej decyzji, poczuliśmy się zlekceważeni i wręcz oszukani. - dodają.

- Jest nam przykro, że w ogóle doszło do rozprawy przed sądem pracy. Nie chcieliśmy, by przed sądem stawał związek, z którym byliśmy związani również emocjonalnie - opowiada druga z poszkodowanych osób. - Do ostatniej chwili liczyliśmy na to, że pracodawca wyjdzie z propozycją ugody i do rozprawy nie dojdzie, a już na pewno, że nie zapadnie wyrok skazujący. Przewodniczący Ziętek nie skorzystał jednak z tej możliwości, choć przecież jako związkowiec musiał mieć świadomość prawną, że popełnił wykroczenie, a mógłby tę sprawę załatwić polubownie i w ten sposób uniknąć kary i wstydu. - stwierdza poszkodowana i dodaje, że jest to tym bardziej dziwne, że Ziętek będąc osobą publiczną - działaczem związkowym i politycznym - powinien mieć świadomość, że w jego "fachu" wizerunek jest bardzo ważny.

KTO SZKODZI PRACOWNIKOM?

- Po wygranej sprawie przed sądem pracy, gdy zawiadomiliśmy o jej wyniku znajomych, reakcją kilku osób, które nie są członkami związku, ale ich pozycja w nim jest ściśle uzależniona od osoby przewodniczącego, były pogróżki pod naszym adresem. Docierają do nas informacje, że osoby związane z Ziętkiem odgrażają się i chcą urządzić na nas nagonkę - informują poszkodowani pracownicy. - Nie ukrywam, że zaczynam się bać o swoje bezpieczeństwo - dodaje zwolniona pracowniczka.

Poszkodowani mówią, iż środowisko związane z Ziętkiem zarzuca im działanie na szkodę związku zawodowego. - Jesteśmy zaskoczeni taką postawą, ponieważ pochodzi ona ze strony osób, które twierdzą, że są obrońcami praw pracowniczych! Nie wiemy, jak w przyszłości zamierzają oni stawać w obronie tych praw, skoro nam odmówili prawa do ich obrony i to w sytuacji, gdy doszło do rażącego ich naruszenia - zastanawiają się i stwierdzają, że zaczęli wątpić w uczciwe i szczere intencje tych osób.

- Zarzucanie nam, że działaliśmy na szkodę ruchu pracowniczego to jakiś absurd! - ocenia była pracowniczka. - Domagając się sprawiedliwości przed sądem dowiedliśmy, że trzeba mieć odwagę bronić swoich praw i na pewno nie dzielić pracodawców na "równych i równiejszych".

- W naszej ocenie na szkodę związku i ruchu pracowniczego działa przewodniczący Ziętek, który z pełną świadomością i premedytacją złamał kodeks pracy. To właśnie jego bezprawne działania nadszarpują wizerunek związku zawodowego, któremu przewodniczy i może odebrać mu wiarygodność. - twierdzą poszkodowani.

- Chcemy podkreślić, że mamy świadomość, iż w naszej sprawie to nie związek "Sierpień 80" i jego członkowie zawinili i chcemy, aby to zostało wyraźnie powiedziane. Decyzję o niezgodnych z prawem wypowiedzeniach podejmował bowiem samodzielnie przewodniczący Ziętek i to on osobiście powinien ponieść za to odpowiedzialność, również dlatego, że naruszył w ten sposób wizerunek organizacji, na czele której stoi - podkreślają. - Nie wiemy, jak po tym wszystkim będzie on mógł występować publicznie w obronie praw pracowniczych, skoro sam dopuścił się ich złamania? Czy będzie miał do tego moralne prawo? - pytają retorycznie.

"Wobec orzeczenia sądu (chodziło o bezprawne zwolnienie trzech związkowców "Sierpnia 80" i ukaranie pracodawcy grzywna 1000 zł na wniosek PIP - przyp. aut.)."Sierpień 80" domaga się natychmiastowego odwołania z funkcji dyrektora kopalni, Edwarda Bywalca i dyrektora ds. Pracy, Adama Przywary". (PB, "Sąd potwierdza: Bezprawnie zwolniono związkowców", TR z 15 listopada 2007 r.). Czy przewodniczący Ziętek, który dopuścił się podobnego przewinienia, zastosuje teraz te słowa do samego siebie?

- Przykro mi, że za winy tego człowieka muszą płacić ze swych składek związkowcy. Może wyciągną z tego wnioski? Półtora miesiąca czekałem na wydanie mi świadectwa pracy, które powinienenem dostać najpóżniej 7 dni po ustaniu stosunku pracy. Mimo że doszedł do niego pozew poszkodowanych pracowników, przewodniczący Ziętek dopuszczał się kolejnych naruszeń prawa pracy. Nie obeszło się bez skargi do Inspekcji Pracy. W tej chwili czekamy na wyniki tej kontroli - informuje były pracownik "Sierpnia 80".

Poszkodowani pracownicy dodają, że z ogromną satysfakcją przyjęli gratulacje od szeregowych związkowców. - To wspaniali i uczciwi ludzie, dla których obrona praw pracowniczych to szczególna i autentyczna wartość, a nie trampolina do politycznej kariery.


Zenon Marian Kowalski


NARUSZONE ARTYKUŁY KODEKSU PRACY W OPISANEJ SPRAWIE

- art. 30 par. 4 k.p. (brak uzasadnienie w rozwiązaniu umowy o pracę na czas nieokreślony za wypowiedzeniem,)

- art. 41. k.p. (rozwiązanie umowy o pracę na czas nieokreślony podczas usprawiedliwionej
nieobecności pracownika),

- art. 97. k.p. (świadectwo pracy)

- wypowiedzenie pracownikowi umowy o pracę naruszając w sposób rażący przepisy
prawa pracy (jaskrawy, z obrazą przepisów o charakterze ochronnym i in. - art. 39 k. p., art. 41 k.p., art. 177 § 1 k.p., art. 196 k.p.) ; Grzywna – art. 281 pkt 3


-----


Kolejny tekst pochodzi z portalu: www.cia.bzzz.net


Problem kapitalizmu na scenie alternatywnej


Wczoraj dowiedziałam się, że wrocławska księgarnia "Falanster" łamie prawa pracownicze. Chodzi m.in. o zatrudnienie ludzi bez umów i zwalnianie ich bez przyczyny i wypowiedzenia.

Fakty te są smutne, ale jednocześnie, całkiem mnie nie zaskakują. Wiadomo nie od dziś, że w polskich biznesach "alternatywnych" oraz w organizacjach pozarządowych się to często zdarza. Są nawet miejsca, gdzie w ogóle pracownicy nie dostają pensji, mimo że biznes funkcjonuje na całkiem komercyjnych zasadach i ma bardzo wysokie ceny.

Nie twierdzę, że "Falanster" jest miejscem, gdzie osiągany jest duży zysk i nie płaci się pracownikom. Raczej jest to miejsce, które jeszcze nie przynosi zysków. Jednak uważam, że to nie usprawiedliwia zrzucania odpowiedzialności za stan finansowy biznesu na pracowników, którzy sami nie mają istotnego udziału w zysku firmy.

Sytuacja jest o tyle trudna, że ludzie próbują przekonać innych, że różne miejsca, działające na zasadach kapitalistycznych, są rzekomo "miejscami przyjaznymi dla ruchu", ponieważ od czasu do czasu odbywają się tam spotkania na tematy lewicowe. Właściciele sklepów, gdzie odbywają się takie wydarzenia, jak dyskusje o globalnym proletariacie z uczestnictwem wpływowych lewicowych działaczy, uważają zapewne, że kapitalizm, to coś, co wyzyskuje ludzi "gdzie indziej" i wmawiają sobie za pomocą libertariańskiej ideologii, że jedynie "dają komuś pracę". Lub uważają, że drobny kapitalizm, to nic szkodliwego i że jak nie zarabiają dużo, to sami nie są kapitalistami. Z kolei, prawdopodobnie mało kto interesował się na jakich warunkach pracują tam ludzie.

Ale teraz fakty wyszły na jaw. I mam nadzieję, że nasi koledzy z wrocławskiego ZSP mogą jakoś interweniować. Proponuję także, żeby radio społecznie zaangażowane "Altergodzina" kiedyś zrobiło audycję na temat gospodarki sfery alternatywnej.

W międzyczasie, zdaję sobie sprawę, że czasami trudno prowadzić taki mały biznes w dzisiejszych realiach ekonomicznych. Prawdopodobnie Falanster należy do tych miejsc, które jeszcze nie są tak zyskowne - ale inne miejsca alternatywne już całkiem kwitną. Niestety, jest często tak, że ludzi łatwo przekonać, że ważniejsze jest samo istnienie takich miejsc, niż to, co tam się dzieje z pracownikami.

Z taką sytuacją spotkali się np. nasi koledzy z berlińskiego FAU, którzy prowadzą od jakiegoś czasu kampanię przeciwko Kino Babylon. Kino to było miejscem alternatywnej kultury. Dla niektórych ludzi ważniejsze jest chodzenie do modnych miejsc i konsumpcja alternatywnej kultury, niż solidarność z pracownikami. Kilka miesięcy temu wybuchł skandal, gdy jeden z lewicowych działaczy IWW poprowadził w kinie spotkanie o historii IWW, łamiąc bojkot zainicjowany przez FAU. (Inni działacze IWW później przepraszali za to i musieli tłumaczyć, że to byla decyzja indywidualna, a nie organizacyjna i że wspierają bojkot).

Przez cały czas, ktoś będzie argumentował, że ważniejsze jest to, że wolno robić gdzieś spotkania, gdzie mówi się o prawach pracowniczych, niż wdrażać to w życie. Ktoś także zająć stanowisko drobnego kapitalisty i przekonywać, że nie da się normalnie płacić ludziom w takich miejscach.

Czy ja wiem? Czy faktycznie w miejscach takich jak warszawska Mandala, gdzie ceny są wysokie i przychodzą dość dobrze usytuowani yapiszoni, nie można normalnie płacić ludziom za wykonywaną przez nich pracę?

Nie wiem, także o warunkach pracy w innych takich miejscach w Warszawie, ale jak chodzę do takiego miejsca jak Chłodna 25, widzę, że tam zawsze jest pełno yapiszonów, a picia i jedzenie słono tam kosztują. Chyba zarabiają dość, aby pracownicy byli zatrudnieni na normalnych warunkach.

A jeśli nie, to wtedy jest inne rozwiązanie. Jak mówiłam, mogę zrozumieć, że mogą istnieć takie alternatywne miejsca, gdzie ludzie po prostu starają się przeżyć, a właściciele tego miejsca są gotowi pracować w nadgodzinach, nawet za mniej niż zarobiliby w McShicie, tylko po to, by takie miejsce istniało. Ale, to są właściciele. Pracownicy nie powinni być tym zainteresowani... chyba, że sami są także współwłaścicielami.

To jest rozwiązanie możliwe dla takiego miejsca jak Falanster. Takie miejsca jak kawiarnie czy księgarnie, czy kluboksięgarnie, doskonale nadają się do kolektywizacji. Powinny działać, jeśli są małe i jakoś związane z alternatywnym ruchem, na zasadzie Pareconu (ekonomii uczestniczącej), jako program minimum.

Gdyby prowadzili działalność na takich zasadach, wszyscy tam pracujący mogliby dyskutować o stanie finansowym tego miejsca i współdecydować np. o pensjach. A wtedy, jeśli komuś zależy na takich miejscach, może świadomie zdecydować, że będzie tam pracować nawet jeśli nie zarabia dobrze, a także może być pewien/ pewna, że nie jest tak, że właściciel / kapitalista normalnie sobie płaci i próbuje oszczędzić grosze na pracownikach, aby zachować swój poziom pensji.

Uważam, że następne spotkanie w Falansterze powinno już być o kolektywach i o wyzysku w sferze nieformalnej, a nie o jakiejś tam sprawiedliwości w Chiapas, czy o pracownikach na plantacji herbaty w Indiach. Spróbujmy zmienić ten świat tu i teraz, zaczynając od problemów na naszym podwórku.


Przedruk: Akai47, www.cia.bzzz.net


powrót

Aktualności
- Strona główna
- Wiadomości Attac
- Inne działania

Attac
- Publicystyka
- Przesłania
- Attac w mediach
- Nasze media
- Książki
- Filmy
- Katalog stron
- Inne linki

Polskie Forum Społeczne
- Deklaracja PFS z podpisami
- Wiadomości PFS

Dokumenty
- Dokumenty programowe
- Uchwały, komunikaty
- Oświadczenia
- Finanse
- Konto Attac

Struktura
- Kontakt
- Zarząd

Other languages
- English
- French
- Deutsch

FAQ
- Czy wiesz, że...
- Nasze cele

Copyleft 2004 Stowarzyszenie ATTAC Polska, e-mail: info@attac.org.pl, http://attac.org.pl