Attac w mediach

Świat w ruchu
[2006-08-24]

Prawie każdy używa słowa na "g", choć dla każdego znaczy ono coś innego. W gruncie rzeczy wszystko, co dzieje się dziś w gospodarce, polityce, kulturze, sporcie, relacjach międzyludzkich, można uznać za przejaw globalizacji.


Znajomy przedsiębiorca okazuje się właścicielem firmy na Ukrainie, a sąsiad pracuje u Włocha czy Amerykanina. Mamy prawo głosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a dyrektywy ustanowione przez władze Unii Europejskiej obowiązują u nas tak samo jak w Grecji czy Holandii. Z fascynacją albo przerażeniem oglądamy Brazylijczyków grających w polskich drużynach piłkarskich albo pytamy, dlaczego w najlepszych drużynach angielskich nie ma Anglików.

Wszystkie te sprawy możemy omówić przez telefon internetowy z ciocią w Australii, płacąc za połączenie kilka groszy. A jeśli mamy ciocię w Londynie i chcemy z nią pogadać osobiście, możemy kupić przez Internet bilet lotniczy - nawet za złotówkę.

To skutki globalizacji, którą - zależnie od poglądów na to zjawisko - możemy skrytykować albo wychwalać pod niebiosa. Dla jednych "globalizujemy" się po to, by być szczęśliwi, dla innych "globalizacja" jest przyczyną naszych klęsk i nieszczęść. Wszyscy jednak - nawet większość antyglobalistów, którzy po to, by nie wyjść na jednostronnych krytyków nowoczesności, nazwali się alterglobalistami - uważają globalizację za proces nieunikniony i w dużym stopniu nieodwracalny. Problemem staje się zatem nie to, jak obronić się przed globalizacją, ale jak wykorzystać szanse, które stwarza.

Kluczowe słowa

Słownikowa definicja (ze "Słownika języka angielskiego" Collinsa) jest sucha i niewiele mówiąca, choć podsuwa dobre tropy: "Globalizacja to proces umożliwiający rynkom finansowym i inwestycyjnym działanie w skali międzynarodowej w wyniku deregulacji i ulepszenia metod komunikacji".

Rozłóżmy tę definicję na czynniki pierwsze. Kluczowe słowa to: proces, rynki, deregulacja i komunikacja. Do tego należy dodać jeszcze jeden element: język angielski jako lingua franca współczesności. Globalizacja to coś więcej niż sposób prowadzenia biznesu albo inwestowania na rynku finansowym, tozestaw działań, które zmieniają obraz naszej cywilizacji. Najbardziej widoczne zmiany zachodzą w gospodarce i finansach, które wskutek rozluźnienia przepisów krępujących handel i inwestycje prowadzone są w skali ogólnoświatowej.

Oswobodzenie z więzów

"Firma należy do ludzi, którzy w nią inwestują, a nie do jej pracowników, dostawców czy miejscowości, w której się mieści" - ogłosił przed dziesięcioma laty amerykański modernizator przedsiębiorstw Albert J. Dunlap w książce, której tytuł - "Jak uratowałem złe firmy i jak z dobrych firm zrobiłem doskonałe" - pokazuje stosunek autora do własnej działalności. Nieważne, gdzie mieszkasz - cały świat do ciebie należy, pod warunkiem - ma się rozumieć - że masz co zainwestować. I vice versa - twoje korzenie regionalne i środowiskowe, twoje przywiązanie do zawodu, a nawet twoje doświadczenie i dotychczasowe osiągnięcia nie mają znaczenia dla funkcjonowania firmy. Proces podejmowania decyzji i kierowania nią zostaje oswobodzony z więzów terytorialnych, które od stuleci decydowały o kształcie wymiany handlowej.

Bo przecież do niedawna, aby założyć przedsiębiorstwo, należało zebrać grono pracowników mieszkających blisko fabryki, a ze względu na wysokie koszty transportu preferowano dostawców lokalnych. Dziś wszystko to przestaje mieć znaczenie: fabrykę można przenieść w miejsce, gdzie koszty pracy są niższe, a dostawców zmienić. Inwestor nie jest powiązany z żadnym miejscem, ponieważ jego naturalnym środowiskiem jest przestrzeń wirtualna: jednym kliknięciem myszki może kupić pakiet akcji albo je sprzedać. W 2002 roku zagraniczna wymiana na rynkach finansowych wyniosła 1200 miliardów dolarów dziennie, 65 razy więcej niż wymiana handlowa. Dzięki rewolucji technologicznej i niskim cenom komunikacji inwestor zostaje wyzwolony z przestrzeni. Jedynym kryterium stają się wysoki zysk i jak najniższe koszty produkcji. To dlatego hiszpański właściciel brytyjskiej firmy ubezpieczeniowej może mieć centrum telefoniczne w Indiach, a austriacki wytwórca odzieży sportowej projektować buty w Polsce, produkować je w prowadzonej przez Chińczyków fabryce na Filipinach, a sprzedawać w Stanach Zjednoczonych.

Korporacje i zwykli ludzie

Czy to źle, czy dobrze? Profesor Zygmunt Bauman w książce "Globalizacja" uznaje wyzwolenie firm z więzów regionalności za fatalne dla zwykłych ludzi. "Nowa swoboda, jaką zyskał kapitał, przypomina sytuację tak zwanych nieobecnych dziedziców, którzy słynęli niegdyś z tego, że stale przebywając poza granicami swych posiadłości, skandalicznie zaniedbywali potrzeby społeczności lokalnych, na których koszt żyli". Według Baumana współczesne firmy zawsze mogą "uciec od konsekwencji" swoich działań, "ograniczonej lokalnymi więzami reszcie pozostawiając lizanie ran, naprawianie szkód i likwidację odpadów".

Zarzuty wobec globalizacji sypią się dziś lawinowo. To z jej winy na całym świecie zwykli ludzie biednieją, a międzynarodowe korporacje rosną w siłę. To ponadnarodowe organizacje finansowe, takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy, doprowadzają do bankructwa całe kraje, wymuszając na nich wyprzedaż państwowych przedsiębiorstw i podporządkowywanie się rynkowemu liberalizmowi.

Powstanie globalnego rynku zubaża, czasem wykańcza lokalnych producentów, rolników zmusza do stosowania ekstensywnych upraw, niekiedy genetycznie modyfikowanych, w istocie obniża poziom produktów i ogranicza wybór, wpychając konsumentom obowiązujące na całym świecie i tanie w produkcji jednakowe wersje kanapek, filmów, samochodów i spodni. Kapitalistyczny tygrys pokazuje kły i jeśli nie okiełznamy go, czeka nas zagłada.
Motor czy hamulec

Globalizacja niszczy też państwa narodowe. Jak przypomina Zygmunt Bauman, niezawisłość ustawodawcza i wykonawcza nowoczesnego państwa opierała się do niedawna na trzech filarach: suwerenności wojskowej, gospodarczej i kulturalnej. Obecnie te filary chwieją się, a państwu pozostaje aparat represji i służby wywiadowcze, działające zresztą w interesie korporacji. Co więcej, państwa, zmuszane przez ponadnarodowe instytucje i sojusze, same zabiegają o odebranie im resztek suwerenności i przekazanie ich instytucjom, których działalność nie podlega demokratycznej weryfikacji, takim jak NATO czy Komisja Europejska.

W wydanej w 2004 roku książce "Why Globalisation Works" (Dlaczego globalizacja działa) komentator ekonomiczny "Financial Times" Martin Wolf odpiera większość tych zarzutów. Przekonuje, że otwarcie na handel i zagraniczne inwestycje nie tylko nie ogranicza tworzenia lokalnego bogactwa, ale jest jego głównym motorem. Źródłem światowej biedy nie jest globalizacja - twierdzi Wolf - ale zbyt mało globalizacji oraz hipokryzja USA czy państw Unii Europejskiej, które wbrew głoszonym hasłom utrzymują cła na wiele towarów, dławiąc w ten sposób konkurencję z krajów biedniejszych.

Wolf podaje przykład Chin, kraju, który rozwija się w ostatnichlatach błyskawicznie i który regularnie oskarżany jest o wyzysk biedoty, zmuszanie do pracy niewolniczej i terroryzowanie narodu przez wąską komunistyczną elitę. Odpowiedź Wolfa na te zarzuty jest prosta: gdyby nie globalizacja, gdyby nie otwarcie chińskiej gospodarki na zagranicę, byłoby gorzej. W Chinach regularnie spada śmiertelność niemowląt i liczba analfabetów, wzrasta spożycie i większość czynników określających poziom życia. Co roku dziesięć milionów chłopów emigruje do miast w poszukiwaniu pracy, którą większość znajduje. Nie tylko Chiny, ale każdy kraj, który otwiera się na proces wymiany handlowej, zyskuje na tym, a nie traci.

Oscypek niezagrożony

Wolf odrzuca także tezę o międzynarodowych korporacjach jako źródle wyzysku i wszelkiego zła. To dzięki nim podwyższa się poziom zatrudnienia, koncerny płacą średnio dwa razy więcej i traktują pracowników lepiej niż lokalni pracodawcy. Na ich obecności zyskują też lokalni przedsiębiorcy pracujący jako dostawcy. Czykorporacje i "brandy" zabijają lokalną specyfikę?

To bzdura - mówi Wolf i inni zwolennicy globalizacji. Nawet jeśli na każdej ulicy w Paryżu powstałaby restauracja McDonald's, to i tak Francuzi i miliony turystów będą jedli żaby i małże. Globalizacja nie zabije oscypka, mozzarelli ani włoskiej piosenki - co najwyżej spowoduje, że poznają je ludzie z różnych stron świata, którzy nigdy nie mieli do czynienia z tymi produktami.

Globalizacja jako źródło degradacji środowiska naturalnego? To nieprawda: w państwach najbardziej zglobalizowanych standardy ochrony środowiska są bardzo wysokie. Problemy dotyczą głównie krajów izolujących się przed globalną konkurencją i chronionych przez skorumpowane polityczne reżimy.

Korporacje jako pijawki wysysające bogactwa narodów, zmuszające rządy do obniżania podatków i kontrolujące poziom stóp procentowych? To też wątpliwe: od 20 lat poziom podatków na Zachodzie wzrasta, podobnie zresztą jak poziom wydatków publicznych. Na koszty te składają się w dużej mierze podatki płacone przez korporacje. I nawet jeśli największe z nich osiągają dziś obroty wyższe niż niektóre państwa, trudno mówić o rzeczywistym partnerstwie władzy. Korporacje nie mają własnych armii, nie decydują o poziomie opodatkowania.

Koszmar Waszyngtonu

Jeśli zatem jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Może dlatego, że globalizacja to słowo na wyrost - zjawisko obejmuje swoim zasięgiem co najwyżej jedną trzecią ludności świata. Reszta odgrodzona jest od strefy bogactwa różnego rodzaju buforami. Biedni próbują je pokonywać na własną rękę, emigrując milionami na zachód i północ. Bogate kraje bronią się przed nimi, jakby przeczuwając, że tylko zamknięcie w ciasnym "klubie bogatych" gwarantuje im możliwości korzystania z dobrodziejstw globalizacji w pełnym wymiarze.

Wielu krytyków globalizacji wskazuje na krótkowzroczność takiego myślenia. James Howard Kunstler głosi, że globalizacja to balon unoszony na fali pokoju utrzymywanego od drugiej wojny światowej w państwach zachodnich oraz na tanich, przewidywalnych źródłach energii. Wystarczy, by jeden z tych czynników uległ destabilizacji (przy okazji kryzysu irańskiego destabilizacji mogą ulec oba naraz), a - ostrzega Kunstler - globalizacja pryśnie jak bańka mydlana. Okaże się, że całe zjawisko da się sprowadzić do działań USA, które zadłużają się w nieskończoność, by utrzymać przy życiu swoją klasę średnią. Jak będą wyglądały ośmiopasmowe autostrady, wielkie sieci handlowe, olbrzymie podmiejskie osiedla i przemysł amerykański, gdy Stany Zjednoczone stracą panowanie nad źródłami ropy? Wziąwszy pod uwagę, że już dziś dwie trzecie pól naftowych znajduje się pod kontrolą ludzi wrogich Ameryce, a nawet gotowych ją zniszczyć, jest to perspektywa granicząca z koszmarem.

Sen o solidarności

Pytania o przyszłość globalizacji to także pytania o kondycję ludzką nie tylko w wymiarze gospodarczym i politycznym, ale czysto osobowym: jak żyć bez centrum, bez hierarchii, bez codziennej obecności szefa? Jak odnaleźć się w kapryśnym świecie, którego mechanizmów większość z nas nie rozumie, który nas przeraża swoją zmiennością i nieprzewidywalnością? Globalizacja, jak pisze profesor Bauman, to inna nazwa "nieporządku świata".

Co wyłoni się z tego chaosu: prawdziwie globalny system dający ludziom szansę realizacji marzeń bez względu na miejsce urodzenia czy jeszcze ostrzejsza wersja tego, co już znamy: świat rozdarty na 20 procent bogaczy i resztę nędzarzy, dla których sen o globalnej solidarności ziści się dopiero w niebie?


DARIUSZ ROSIAK


(za: Rzeczpospolita, dodatek "ZACHÓD W OBLICZU GLOBALIZACJI", 14.08.06 Nr 189, www.rzeczpospolita.pl)


powrót

Aktualności
- Strona główna
- Wiadomości Attac
- Inne działania

Attac
- Publicystyka
- Przesłania
- Attac w mediach
- Nasze media
- Książki
- Filmy
- Katalog stron
- Inne linki

Polskie Forum Społeczne
- Deklaracja PFS z podpisami
- Wiadomości PFS

Dokumenty
- Dokumenty programowe
- Uchwały, komunikaty
- Oświadczenia
- Finanse
- Konto Attac

Struktura
- Kontakt
- Zarząd

Other languages
- English
- French
- Deutsch

FAQ
- Czy wiesz, że...
- Nasze cele

Copyleft 2004 Stowarzyszenie ATTAC Polska, e-mail: info@attac.org.pl, http://attac.org.pl